Historia Skody Octavii: od pierwszej generacji po najnowszy lifting, ewolucja designu, technologii i jakości wykonania

0
120
3.7/5 - (7 votes)

Nawigacja:

Skoda Octavia – dlaczego akurat ten model stał się ikoną marki

Od starej Octavii z lat 60. do „nowożytnej” ery

Octavia nie wzięła się znikąd. W latach 60. Skoda oferowała model o tej samej nazwie – klasyczne, proste auto z napędem na tył, które dziś ogląda się głównie na zlotach. Dla ówczesnych kierowców była to po prostu solidna, nieskomplikowana maszyna do codziennej jazdy. Gdy w latach 90. Skoda – już po wejściu do Grupy Volkswagena – szukała nazwy dla pierwszego globalnego modelu, sięgnięto właśnie po „Octavię”, żeby podkreślić ciągłość i przy okazji zbudować na nowo zaufanie.

W 1996 roku debiutuje pierwsza „nowożytna” Skoda Octavia. To już zupełnie inne auto: napęd na przód, wspólna płyta z Volkswagenem Golfem, nowoczesne silniki i – jak na tamte czasy – solidny poziom bezpieczeństwa. Jednocześnie w nazwie pobrzmiewała ta sama obietnica: prosty, trwały, rodzinny samochód dla zwykłych ludzi.

Rola Octavii w nowym wizerunku Skody

Wejście Skody do koncernu Volkswagena było przełomem, ale to Octavia stała się realnym dowodem, że „czeska marka” potrafi grać w wyższej lidze. Felicia wciąż była kojarzona z przejściowym modelem – bardziej dopieszczoną „starą Skodą” niż nowoczesnym autem. Octavia miała tę łatkę zerwać.

Udało się z kilku powodów:

  • wspólna technika z Volkswagenem – kierowcy dostawali „golfową” bazę w bardziej praktycznym opakowaniu,
  • duży bagażnik i solidny wizerunek – idealne połączenie dla rodzin i flot,
  • rozsądna cena – niższa niż w Volkswagenie przy porównywalnej technice.

W efekcie Octavia zaczęła pełnić rolę modelu, na którym buduje się zaufanie: kto raz kupił Octavię i miał dobre doświadczenia, w kolejnych latach często nie szukał daleko – zmieniał ją na nowszą generację.

„Złoty środek” między kompaktami a segmentem D

Formalne klasy to jedno, a odczucia użytkowników – drugie. Octavia zawsze była sprzedawana jako auto segmentu C (klasa kompakt), ale oferowała przestrzeń bliższą większym modelom klasy D. To właśnie ten „rozjazd” zadziałał na jej korzyść.

Z przodu miejsca było standardowo jak na kompakt, ale z tyłu i w bagażniku Skoda wyraźnie wyprzedzała konkurencję. Wielu kierowców stało przed wyborem: kompakt z małym bagażnikiem lub większa, cięższa i droższa klasa średnia. Octavia stawała po środku – szczególnie kusząco wyglądała w wersji kombi.

W praktyce oznaczało to, że:

  • rodziny z dziećmi mogły spokojnie zmieścić wózek, bagaże i codzienny „bagaż życia”,
  • firmy dostawały auto, które jednocześnie sprawdza się jako wizytówka przedstawiciela i narzędzie pracy,
  • taksówkarze wybierali je za ogromny bagażnik i tani serwis.

Zmieniające się oczekiwania kierowców a kolejne generacje

Przez ponad 25 lat historii nowożytnej Octavii zmieniało się wszystko: przepisy, technologie, gusta klientów. Ewolucja modelu dobrze pokazuje, czego oczekiwali kierowcy w poszczególnych epokach:

  • lata 90. i początek 2000. – prostota, oszczędne diesle, trwałość i podstawowe bezpieczeństwo,
  • okres Octavii II – większy nacisk na komfort, elektronikę, lepsze wyciszenie i wygląd „jak w droższym aucie”,
  • Octavia III – technologie pokładowe, multimedia, systemy wsparcia kierowcy, turbodoladowane silniki benzynowe,
  • Octavia IV – cyfryzacja wnętrza, hybrydy, rozbudowane systemy bezpieczeństwa, skupienie na emisji i łączności.

Historia Octavii to tak naprawdę historia stopniowego przejścia z „solidnego auta dla rodziny” do roli pełnoprawnego, technologicznie zaawansowanego samochodu, który ma zadowolić zarówno kierowcę flotowego, jak i wymagającego prywatnego użytkownika.

Polski kontekst: rodziny, floty, taksówki

Na polskich drogach trudno o model bardziej rozpoznawalny niż Octavia. To samochód, który przez lata był naturalnym wyborem dla:

  • rodzin – duży bagażnik, niezły komfort, tanie części,
  • firm – prosta oferta flotowa, rozsądne koszty utrzymania, dobre wartości rezydualne,
  • taksówkarzy – legendarne już „Octavie twarde jak kamień”, robiące ogromne przebiegi.

Wielu kierowców zna Octavię z tylnego siedzenia: jako dzieci jeździli nią na wakacje, potem jako nastolatkowie uczyli się w niej jazdy, by jako dorośli kupować kolejne generacje. Taka ciągłość robi swoje – model stał się punktem odniesienia, gdy ktoś myśli o „rozsądnym” samochodzie.

Biała Skoda Octavia hatchback z boku, zaparkowana przy zieleni
Źródło: Pexels | Autor: Mike Bird

Pierwsza „nowożytna” Octavia (I generacja, 1996–2010) – prostota, która przekonała rynek

Stylistyka i nadwozie – konserwatywny wygląd z dużym bagażnikiem

Stylistycznie pierwsza Skoda Octavia nie szokowała. Proste, dość kanciaste linie, masywna bryła, brak ekstrawagancji – to nie był samochód, który miał wywoływać emocje na parkingu pod modnym lokalem. I właśnie dzięki temu dobrze się zestarzał: nie „krzyczy” swoim wiekiem, a jego wygląd częściej określa się jako ponadczasowy niż przestarzały.

Najważniejszym elementem nadwozia była tylna część. Liftback, czyli pięciodrzwiowe nadwozie z ogromną tylną klapą, dawał dużo większą funkcjonalność niż klasyczny sedan. Od zewnątrz wyglądał dość tradycyjnie, ale po uniesieniu klapy okazywał się praktycznie jak kombi. Druga wersja nadwoziowa – kombi – dopiero dopełniała obraz: samochód, który połknie prawie wszystko.

Bagażnik był jednym z głównych argumentów sprzedażowych. W praktyce oznaczało to, że przy przeprowadzce czy wakacyjnym wyjeździe Octavia I potrafiła zastąpić małego dostawczaka. Właśnie na tym zbudowała swoją legendę – wielu użytkowników wspomina, jak „ładowali ją po dach i jechała bez marudzenia”.

Wnętrze: surowe, ale funkcjonalne

Po otwarciu drzwi nie było fajerwerków. Deska rozdzielcza była prosta, układ przycisków – intuicyjny, zegary czytelne. Materiały w podstawowych wersjach twarde, choć na tle ówczesnych konstrukcji z Europy Środkowo-Wschodniej i tak robiły postęp. W wyższych wersjach wyposażenia pojawiały się drobne „luksusy”: lepsze tkaniny, elementy z miększych tworzyw, prosta klimatyzacja, elektryczne szyby.

Przód oferował wygodne fotele, czasem z nieco zbyt krótkim siedziskiem dla wysokich kierowców, ale z wystarczającym zakresem regulacji. Z tyłu początkowo krytykowano ilość miejsca na nogi – w pierwszych latach Octawia I była nieco ciaśniejsza z tyłu niż późniejsze generacje. Jednak nadrabiała to bagażnikiem i ogólną praktycznością kabiny.

Na tle Felicii przeskok był ogromny: lepsza pozycja za kierownicą, większe poczucie bezpieczeństwa, solidniejsza konstrukcja. Dla wielu rodzin w Polsce była to pierwsza „prawdziwa” limuzyna – auto, którym można było bez stresu jechać w długą trasę autostradą za granicę.

Golf IV pod spodem – wspólna płyta podłogowa

Kluczem do sukcesu Octavii I było oparcie jej na sprawdzonej płycie podłogowej Volkswagena Golfa IV. Dawało to kilka istotnych korzyści:

  • rozwiązania zawieszenia i układu kierowniczego były dobrze przetestowane,
  • dostęp do szerokiej gamy silników z katalogu VW,
  • łatwy dostęp do części zamiennych i know-how serwisów.

Dla użytkownika oznaczało to nie tylko rozsądne koszty napraw, ale też przewidywalne zachowanie auta. Octavia prowadziła się poprawnie, bez fajerwerków, ale stabilnie i bezpiecznie. Zawieszenie z przodu (kolumny McPhersona) i belka skrętna z tyłu (w większości wersji) były proste w budowie i stosunkowo tanie w serwisie.

Technologia i gama silników – początek ery TDI w Skodzie

Technika Volkswagena w czeskim wydaniu

Dzięki wejściu do Grupy VW Skoda mogła korzystać z tego, czego brakowało jej wcześniej: nowoczesnych silników, elektroniki i rozwiązań bezpieczeństwa. W Octavii I pojawiły się m.in.:

  • poduszki powietrzne (najpierw przednie, później także boczne),
  • ABS jako standard lub opcja, w późniejszych latach także ESP,
  • wspomaganie kierownicy, które w tamtych czasach wciąż nie było oczywiste we wszystkich autach tej klasy,
  • stopniowo rozbudowywana elektronika pokładowa: komputer pokładowy, centralny zamek, proste systemy audio z możliwością podłączenia zmieniarki.

Octavia nie była autem naszpikowanym gadżetami – technologia miała tu służyć niezawodności i bezpieczeństwu. Większość rozwiązań była przejęta z VW, co ograniczało ryzyko „chorób wieku dziecięcego”.

Silniki benzynowe – od prostego 1.6 po dynamiczne 1.8T

W gamie benzyn dominowały sprawdzone konstrukcje:

  • 1.6 8V – prosta, wolnossąca jednostka, często uznawana za „niezniszczalną” przy dobrym serwisie. Niezbyt dynamiczna, ale idealna do spokojnej jazdy i zasilania LPG,
  • 1.4 – wersja słabsza, akceptowalna w mieście, lecz wyraźnie męcząca w trasie przy pełnym obciążeniu,
  • 1.8 – silnik, który dawał już lepszą elastyczność, choć nie był tak popularny jak 1.6,
  • 1.8 Turbo (1.8T) – jednostka znana z wielu modeli VW, lubiana za możliwości tuningu i przyjemne osiągi. W wersjach RS potrafiła zamienić spokojną Octavię w naprawdę żwawe auto.

Te silniki, przy regularnej wymianie oleju i rozrządu, odwdzięczały się dużą trwałością. Wielu użytkowników decydowało się na montaż instalacji LPG w 1.6 – przy odpowiednim doborze podzespołów i regulacji taka konfiguracja pozwalała na bardzo tanie kilometry.

Diesle TDI – fundament flot i taksówek

Symbolem Octavii I stały się jednak diesle 1.9 TDI. W różnych odmianach mocy (np. 90, 110 KM) oferowały:

  • bardzo niskie zużycie paliwa,
  • proste i trwałe konstrukcje (szczególnie w wersjach z turbiną o stałej geometrii),
  • łatwy serwis i dostępność części.

Nie bez powodu większość Octavii w rękach taksówkarzy czy przedstawicieli handlowych miała właśnie 1.9 TDI pod maską. Odpowiednio serwisowana jednostka była w stanie pokonać setki tysięcy kilometrów bez poważnych napraw.

Z biegiem lat przybywało jednak elementów osprzętu: turbosprężarka, dwumasowe koło zamachowe, EGR. Te detale potrafiły generować koszty, ale i tak bilans ekonomiczny pozostawał korzystny. Nic dziwnego, że do dziś 1.9 TDI jest często wymieniane jako jeden z najbardziej udanych diesli w historii.

Jakość wykonania i typowe bolączki pierwszej generacji

Skok jakościowy względem Felicii, ale z dzisiejszej perspektywy – topornie

Kierowcy przesiadający się z Felicii do Octavii mieli poczucie wejścia do „prawdziwego” auta z Zachodu. Lepsze zabezpieczenie antykorozyjne, solidniejsze drzwi, przyjemniejsza praca przełączników – wszystko to robiło różnicę. Z dzisiejszej perspektywy jednak widać ograniczenia: plastiki są twarde, spasowanie nie zawsze idealne, a wyciszenie kabiny – przeciętne.

Mimo tego Octavia I zostawiła po sobie wrażenie samochodu uczciwego. Nie obiecywała luksusu, ale dawała konkretną, namacalną trwałość. Dobrze utrzymane egzemplarze wciąż potrafią sprawiać wrażenie zaskakująco solidnych, mimo ponad dwóch dekad na karku.

Typowe usterki: zawieszenie, zamki, elektronika

Każda generacja ma swój katalog typowych problemów. W Octavii I najczęściej pojawiały się:

  • zawieszenie przednie – wybite tuleje, sworznie, łączniki stabilizatora. Na polskich drogach to nie dziwi; dobra wiadomość jest taka, że części są tanie,
  • problemy z zamkami i centralnym zamkiem – zacinające się mechanizmy, padające siłowniki, co bywało uciążliwe, zwłaszcza zimą,
  • Problemy z instalacją elektryczną i drobne „upierdliwości” eksploatacyjne

    Drugim obok zawieszenia źródłem irytacji bywała elektryka. Sama konstrukcja nie była szczególnie skomplikowana, ale wiek i przebiegi robiły swoje. Najczęściej dawały o sobie znać:

  • mikrostyki w zamkach drzwi – komputer „gubił” informację, czy drzwi są zamknięte, co powodowało np. brak oświetlenia wnętrza lub problemy z centralnym zamkiem,
  • wiązki w przelotkach drzwi – łamiące się przewody skutkowały niedziałającymi szybami, lusterkami czy głośnikami,
  • usterki alternatora i regulatorów napięcia – objawiały się migającym podświetleniem i problemami z ładowaniem akumulatora,
  • problemy z modułem komfortu – sporadyczne „zwiechy” skutkujące dziwnym zachowaniem centralnego zamka czy szyb.

Większość tych usterek była bardziej uciążliwa niż groźna. Dobry elektryk samochodowy radził sobie z nimi stosunkowo szybko, a części – nowe lub używane – były łatwe do zdobycia. Dlatego wielu właścicieli wspomina Octavię I jako auto, które czasem „marudziło” drobiazgami, ale rzadko zostawiało na poboczu.

Octavia I w oczach rynku wtórnego – legenda trwałości

Po zakończeniu produkcji pierwsza generacja nie zniknęła z ulic. Wręcz przeciwnie – zadomowiła się na rynku wtórnym jako typowy „wołek roboczy” dla rodzin, młodych kierowców i małych firm. Samochód, który bez większych ceregieli znosił życie w roli pierwszego, drugiego, a czasem i trzeciego auta w rodzinie.

Spora część egzemplarzy ma za sobą przebiegi liczonych nie tyle w setkach tysięcy, ile w obrotach licznika. Mimo to, przy minimum troski, nadal spełniają swoje zadanie. Nie są już reprezentacyjne, ale wciąż potrafią zawieźć na narty w Alpy czy na wakacje nad Adriatyk – i to bez nadmiernego stresu za kierownicą.

Niebieski kompaktowy SUV Skoda zaparkowany na betonowej nawierzchni
Źródło: Pexels | Autor: FurtherMore Studio

Octavia II (2004–2013) – od „poczciwego” kompakta do auta flotowego numer jeden

Nowa generacja, nowe ambicje – przeskok w dojrzałość

Kiedy w 2004 roku pojawiła się druga generacja, było widać, że Skoda ma ochotę na coś więcej niż tylko „rozsądny wybór dla oszczędnych”. Octavia II urosła, spoważniała i pod wieloma względami zaczęła śmiało wchodzić w rejony samochodów klasy średniej. W salonie często porównywano ją nie z kompaktami, ale z większymi limuzynami – szczególnie pod względem przestrzeni i funkcjonalności.

Nie bez znaczenia było też to, że pierwsza generacja nie zniknęła od razu. Przez pewien czas obie wersje były oferowane równolegle – Octavia Tour jako tańsza opcja i Octavia II jako model bardziej nowoczesny i dopracowany. Dzięki temu klienci mogli w obrębie jednej marki wybrać między „starym, sprawdzonym” a „nowym, lepszym”. To zgrabnie poszerzyło grupę odbiorców.

Design zewnętrzny – od toporności do stonowanej elegancji

Stylistycznie druga generacja była wyraźnym krokiem w stronę elegancji. Nadal zachowywała charakterystyczną, dość prostą linię nadwozia, ale proporcje stały się bardziej harmonijne, a detale – dopracowane. Zniknęła pewna „ciężkość” bryły, którą miała poprzedniczka, za to pojawił się spokojny, uporządkowany design.

Przód zyskał łagodniej narysowane reflektory i bardziej wyrazisty grill, który zapowiadał nową linię stylistyczną marki. Z boku uwagę zwracała wyraźna linia okien i nieco smuklejsza sylwetka, choć funkcjonalność liftbacka pozostała nietknięta. Tył nadal wyglądał jak klasyczny sedan, mimo że technicznie wciąż był to pięciodrzwiowy liftback z ogromną klapą.

Wersja kombi w tej generacji stała się jednym z filarów oferty. Stylistycznie była spójna z liftbackiem, ale oferowała jeszcze bardziej „pudełkowate” i praktyczne nadwozie. Dla wielu rodzin i firm właśnie kombi było domyślnym wyborem – auto, które bez problemu łączy weekendowe wyjazdy z codzienną „harówką” na trasie.

Facelifting 2009 – kontrowersyjne „pęknięte” reflektory

Po kilku latach produkcji Octavia II przeszła lifting, który do dziś budzi dyskusje. Projektanci zdecydowali się na charakterystyczne, „pęknięte” reflektory przednie – z asymetryczną linią, jakby rozciętą na środku. Dla jednych było to odświeżenie w stronę nowocześniejszego wyglądu, dla innych – krok w stronę nieco chaotycznego frontu.

Zmiany objęły również zderzaki, grill i detale wykończenia, ale to właśnie reflektory stały się tematem rozmów. Ciekawostką jest, że sporo osób na rynku wtórnym aktywnie szuka jeszcze aut sprzed liftingu, uznając ich front za bardziej spokojny i „klasyczny”. Dla innych natomiast poliftowa wersja to synonim świeższego, bardziej dynamicznego wyglądu i nowszej techniki pod spodem.

Wnętrze Octavii II – skok w ergonomii i jakości odbioru

We wnętrzu druga generacja przyniosła dokładnie to, na co liczyli użytkownicy pierwszego modelu: więcej przestrzeni, lepsze materiały i nowocześniejszą stylistykę. Deska rozdzielcza stała się bardziej przyjazna, z wyraźnie uporządkowanym panelem centralnym. Pojawiły się srebrne lub chromowane wstawki, lepsze spasowanie i ogólne wrażenie „niemieckiej” solidności.

Fotele dostały szerszy zakres regulacji, a siedziska były nieco dłuższe, co docenili wyżsi kierowcy. Z tyłu miejsca na nogi przybyło na tyle, że Octavia II zaczęła bez kompleksów konkurować z większymi autami. W codziennej eksploatacji oznaczało to koniec dylematu „albo wygodny kierowca, albo wygodny pasażer za nim”.

Schowków i praktycznych rozwiązań przybyło. Użytkownicy chwalili liczne kieszenie w drzwiach, uchwyty na napoje, praktyczny schowek na okulary czy możliwość złożenia tylnej kanapy niemal na płasko. Po raz kolejny okazało się, że Skoda słynie nie z fajerwerków, tylko z rozsądnych, codziennych udogodnień.

Systemy multimedialne i elektronika – pierwsze kroki ku „cyfrowej” Octavii

W drugiej generacji elektronika na pokładzie zyskała nowy wymiar. Początkowe wersje korzystały jeszcze z dość prostych radioodtwarzaczy CD, ale z czasem oferta rozbudowała się o:

  • fabryczne nawigacje z kolorowym ekranem (systemy MFD, później bardziej zaawansowane jednostki z większymi wyświetlaczami),
  • zestawy głośnomówiące i pierwsze rozwiązania umożliwiające podłączenie telefonu,
  • wejścia AUX, a później również USB,
  • bardziej rozbudowane komputery pokładowe z możliwością śledzenia spalania, czasu jazdy i innych parametrów.

Na tle dzisiejszych ekranów dotykowych te systemy wydają się archaiczne, jednak wtedy stanowiły duży krok naprzód. Dla wielu kierowców był to pierwszy samochód z fabryczną nawigacją czy możliwością podłączenia odtwarzacza MP3 bez kombinowania z transmiterami FM.

Gama silników – od prostych benzyn po kontrowersyjne TSI

Benzyny MPI – stare, dobre rozwiązania dla spokojnych

Na początku produkcji Octavia II korzystała jeszcze z klasycznych, wielopunktowych wtrysków benzyny (MPI). W ofercie pojawiły się m.in.:

  • 1.4 MPI – silnik podstawowy, nadający się przede wszystkim do jazdy miejskiej, choć z kompletem pasażerów w trasie wymagał cierpliwości,
  • 1.6 MPI – bezpieczny wybór, szczególnie chętnie wybierany przez osoby planujące montaż LPG,
  • 2.0 MPI – rzadszy, ale dający przyzwoite osiągi przy prostej konstrukcji i dobrej współpracy z gazem.

Te jednostki słynęły raczej z trwałości niż osiągów. Nie zachwycały dynamiką, ale też nie zaskakiwały skomplikowanym osprzętem. Dla wielu rodzin była to celowa decyzja: „wolniej, ale bez nerwów w warsztacie”.

Nowa era TSI – więcej mocy, mniej litrów i pierwsze problemy

Czasy się zmieniały, normy emisji zaostrzały, więc także w Octavii pojawiły się silniki z bezpośrednim wtryskiem i turbodoładowaniem – TSI. W gamie można było znaleźć m.in.:

  • 1.2 TSI – mały, ale zaskakująco żwawy silnik do jazdy miejskiej i spokojnych tras,
  • 1.4 TSI – kompromis między osiągami a spalaniem, popularny szczególnie w egzemplarzach po liftingu,
  • 1.8 TSI – mocniejsza odmiana, dobrze współgrająca z autostradą,
  • 2.0 TSI – montowany m.in. w wersjach RS, oferujący bardzo dobrą dynamikę.

Te cztery litery – TSI – miały jednak dwie twarze. Z jednej strony oferowały świetne osiągi, kulturę pracy i niskie deklarowane spalanie. Z drugiej, pierwsze serie cierpiały na problemy z rozciągającymi się łańcuchami rozrządu, podwyższonym zużyciem oleju i wrażliwością na zaniedbania serwisowe.

W praktyce różnica między „dobrą” a „złą” Octavią z TSI często wynikała z historii serwisowej. Auto, w którym regularnie wymieniano olej, korzystano z dobrego paliwa i reagowano na pierwsze objawy problemów, potrafiło jeździć długo i bez dramatów. Egzemplarze zaniedbane potrafiły natomiast generować kosztowne naprawy już przy relatywnie niewielkich przebiegach.

Diesle TDI – od legendarnego 1.9 do nowoczesnego 2.0

W świecie flot i kierowców robiących duże przebiegi diesel wciąż był królem. Octavia II mogła się pochwalić szeroką gamą jednostek wysokoprężnych:

  • 1.9 TDI – wciąż obecny w ofercie, zwykle w spokojniejszych odmianach mocy, znanych z ogromnej trwałości i prostoty,
  • 2.0 TDI – nowocześniejszy diesel, początkowo z pompowtryskiwaczami (PD), później także w odmianach common-rail.

Silnik 1.9 TDI, znany z pierwszej generacji, w Octavii II był niejako „starym przyjacielem”. Nadal cechował się niskim spalaniem, dużą wytrzymałością i dobrą współpracą z instalacjami paliwowymi niższej jakości, z którymi czasem trzeba było się mierzyć w mniej rozwiniętych regionach.

Jednostka 2.0 TDI przyniosła lepszą kulturę pracy i wyższe osiągi, ale dorobiła się mieszanej opinii, szczególnie w pierwszych latach. Pojawiały się przypadki problemów z głowicami, pompowtryskiwaczami czy filtrem DPF. Z czasem konstrukcja była poprawiana, a nowsze wersje na wtrysku common-rail uchodzą za znacznie bardziej dopracowane. Dla flot liczył się jednak fakt, że dobrze serwisowana Octavia 2.0 TDI potrafiła „połykać” ogromne przebiegi przy umiarkowanych kosztach eksploatacji.

Przeniesienie napędu – manuale, automaty i DSG

W porównaniu z pierwszą generacją wybór skrzyń biegów w Octavii II był znacznie bogatszy. Klienci mieli do dyspozycji:

  • klasyczne manuale 5- i 6-biegowe – trwałe, proste w obsłudze, z dobrze zestopniowanymi przełożeniami,